Pani domu - tygodnik

Hipnotyzer ocalił moje małżeństwo

Myślałem, że w moim życiu nie wydarzy się już nic dobrego, stracę rodzinę, pozostanie tylko ten okropny ból...

 

 

Fragment z artykułu pt. „Hipnotyzer ocalił moje małżeństwo” z tygodnika „Pani domu” - nr. 42 - 13 października 1999


Dzięki hipnozie znowu mogę cieszyć się życiem

Maciek miał silne bóle, zawroty głowy i... nie umiał być szczęśliwy. Nic go nie cieszyło. Nawet żona i córka. Szukał pomocy u wielu lekarzy. Poddał się dziesiątkom specjalistycznych badań. I nic. Lekarze rozkładali ręce, nie mogąc się doszukać żadnej choroby. W końcu Maciek trafił do hipnoterapeuty.
Czy wierzy pan, że mogę panu pomóc?" -pyta hipnoterapeuta. „Czy wierzy pan, że z moją pomocą sam pan sobie pomoże? To bardzo ważne". „Wierzę" - Maciek odpowiada cicho i niepewnie. „Teraz się pan rozluźni i zapadnie w płytki sen. Będziemy utrzymywali z sobą kontakt" - mówi hipnoterapeuta Andrzej Kaczorowski. „Czuje pan bóle, które uzbierały się w czasie całego życia. Cofniemy się w czasie. Proszę powiedzieć, gdzie pana boli?" Ręka pacjenta dotyka piersi. „Tutaj i w kręgosłupie" -szepcze Maciek. „Skąd bierze się ten ból?" - pyta terapeuta. Młody mężczyzna zaczyna urywanie mówić: „Mam 17 lat, noszę worki..." „Czy coś się stało?" - pada kolejne pytanie. „Nie" - odpowiada uśpiony, ale zaczyna kręcić się na leżance. „Co się dzieje?" - pyta pan Andrzej. „Ćwiczę w stodole" - szepcze Maciek. „Belka wyślizgnęła mi się z rąk... upadłem... Bolą mnie plecy". „Ćwiczyłeś, bo chciałeś być silny? Tak?" - pyta hipnoterapeuta. „Tak" - odpowiada pacjent. „Pomyśl, że stałeś się silny. Teraz usunę ból i wzmocnię twój kręgosłup. Upadek; w stodole spowodował u ciebie strach przed przeszkodami, dlatego ciężko ci radzić sobie z życiem. Musisz wyrzucić z siebie ten ból, wykop go ze swego życia..." Maciek niezdarnie kopie nogami, odpycha coś od siebie. : Seans trwał ponad dwie godzinyj Nie udało się usunąć wszystkich dolegliwości Maćka, ale on sam uwiej rzył, że może wyzdrowieć.

Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje

Maciek urodził się w małej wsi niedaleko Wrocławia. Był zwyczajnymi chłopcem, tyle, że trochę zamkniętym w sobie i nieśmiałym. Koledzy w szkole czasem dokuczali mu z tego powodu, Maciek postanowił więc, że on im pokaże... W tajemnicy ćwiczy! w stodole, próbował podnosić ciężkiej belki. Chciał być bardzo silny, żebji nikt nie odważył się mu dokuczać. Nie przypuszczał nawet, że już wkrótce mu się to przyda.
Miał 16 lat, gdy zmarł ojciec, i Maciek musiał przejąć jego obowiązki. Ciężko pracował, pomagał matce na gospodarstwie i kończył szkołę średnią we Wrocławiu. Po szkole dostał pracę w jednym z wrocławskich urzędów. Gdy okazało się, że Monika, jego dziewczyna, jest w ciąży, szybko zdecydowali się na ślub. - Pewnie i tak wkrótce byśmy się pobrali. Wiadomość o dziecku tylko przyspieszyła naszą decyzję - opowiada.
Kiedy na świat przyszła Ania, Monika namówiła Maćka, aby zamieszkali u jej rodziców. - Mieszkaliśmy tam przez kilka lat - opowiada Maciek. - Układało się różnie. Było ciasno i pewnie dlatego czasem dochodziło do nieporozumień. Każdy grosz odkładaliśmy na mieszkanie, ale... Wiadomo, jakie są ceny. Aż kiedyś mama zaproponowała, żebyśmy rozbudowali jej dom. Po ekspertyzach okazało się, że można przerobić strych tak, że mielibyśmy mieszkanie na piętrze. Wziąłem się do roboty, zatrudniłem fachowców i wkrótce nasze gniazdko było gotowe. Maciek nie przewidział tylko jednego - że jego matka i żona nie przypadną sobie do gustu. Konfliktom nie było końca. Maciek czuł się bezradny. Długo tłumił w sobie gniew i rozpacz. Aż w końcu nie wytrzymał. Któregoś dnia właściwie bez powodu zrobił żonie awanturę. To był początek ich małżeńskiego koszmaru. Kłótnie wybuchały coraz częściej. Maciek stał się kłębkiem nerwów, krzyczał na żonę i córkę, a potem płakał, bo czuł, że je krzywdzi, że nie miał racji.
Nie pamięta dokładnie, kiedy po raz pierwszy miał atak depresji. Wie tylko, że coraz trudniej było mu się z niej wydobyć. Monika starała się mu pomóc, pytała, co się stało, namawiała na wizytę u lekarza, ale on nie chciał słuchać. Potem pojawiły się bóle serca i kręgosłupa. - Dopiero to mnie przestraszyło - mówi Maciek. - Wcześniej myślałem, że nic mi nie jest. Zresztą, gdzie miałem iść? Do psychiatry? Żeby po wsi się rozniosło, że zwariowałem? Serce bolało mnie coraz częściej i w końcu poszedłem do lekarza. Doktor kazał mi zrobić badania i... nic nie wykrył. Orzekł, że to przemęczenie, wystawił zwolnienie z pracy i kazał odpocząć. Siedziałem w domu i było jeszcze gorzej. Poszedłem więc do innego lekarza, potem do następnego...
Lekarze nie potrafili jednak powiedzieć, co mu dolega. A on czuł się coraz gorzej. Któregoś dnia, gdy załamany opuszczał gabinet kolejnego specjalisty, spotkał na korytarzu kobietę z dzieckiem. Zaczęli rozmawiać. - Jej synek był już duży, ale wciąż moczył się w nocy - opowiada Maciek. - Lekarz poradził, by skorzystała z pomocy hipnoterapeuty, podał nawet adres. Nie wiedziałem, kto to taki, ale co miałem robić? Wziąłem ten adres i umówiłem się na wizytę.
Andrzej Kaczorowski jest inżynierem. Jego żona, lekarz, zajmuje się medycyną naturalną. - Dzięki niej poznałem bioenergoterapeutę, który stwierdził, że emanuje ze mnie jakaś energia. Zaciekawiło mnie to - mówi pan Andrzej. - Zapisałem się na kurs irydologii i reiki, czyli leczenia dotykiem. Potem wyjechałem na kurs hipnozy na Ukrainę. Wciągnęło mnie to na dobre. Pojechałem na kolejny kurs, tym razem do Włoch. Tak zostałem hipnoterapeuta. Obecnie Andrzej Kaczorowski jest przewodniczącym Miejskiej Izby Uzdrowicielskiej we Wrocławiu. - Każdy, kto chce pomagać ludziom, powinien przestrzegać zasady: „Po pierwsze - nie szkodzić". Dlatego w Izbie staramy się demaskować szarlatanów, ludzi, którzy nie mają żadnych uprawnień - mówi.

Na początku byt strach

- Kiedy przyszedł do mnie pan Maciek, wiedziałem, że on się boi. Na szczęście udało mi się przełamać ten strach i nieufność. Teraz muszę jeszcze wzmocnić siły pana Maćka, trzeba też wspomóc jego wiarę w siebie -mówi pan Andrzej. - Ale najtrudniejszy zawsze jest ten pierwszy raz. Pacjenci boją się, że „będą na łasce" hipnoterapeuty albo że zdradzą jakieś swoje wstydliwe sekrety. Tłumaczę, że nic im nie grozi. Hipnoterapeuta nie może zmusić nikogo do działania wbrew jego woli. A sekrety? Czasem trzeba je zdradzić, żeby uwolnić się od zmor przeszłości.

Maciek czuje się już znacznie lepiej, ale wciąż chodzi na seanse. Żona i córka wiedzą, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, ale najważniejsze, że wreszcie mogą z nim rozmawiać.